Warto przeczytać

MOJA DROGA KRZYŻOWA

Dlaczego tak licznie uczestniczymy podczas Wielkiego Postu w nabożeństwach Drogi Krzyżowej i w Gorzkich Żalach?

Możliwość uczestniczenia w nabożeństwach Drogi Krzyżowej czy Gorzkich Żali jest dla mnie okazją, by choć na chwilę zatrzymać się i zastanowić nad sensem życia, cierpienia i śmierci. Rozważanie krok po kroku Męki Pańskiej daje możliwość porównania własnego cierpienia z cierpieniem samego Jezusa. On, Syn Boży, a przyjął krzyż z miłości do człowieka.

Wiele razy zastanawiam się nad tym, dlaczego akurat mnie dotknął krzyż cierpienia, choroby. Buntuję się przeciw woli Bożej, odczuwam strach. Ale rozmyślając nad cierpieniem Jezusa, wiem, że i On odczuwał lęk przed tym, co Go czekało. Zaufał jednak Ojcu i poddał się Jego woli. Więc może i moje cierpienie ma sens, więc i ja muszę, choć niechętnie, powiedzieć: „Wola Twoja niech się stanie”. I wtedy przychodzi ukojenie.

Uczestnictwo w wielkopostnych nabożeństwach nie może być tylko mechanicznym powtarzaniem pieśni czy modlitw. Musi temu towarzyszyć głębokie zastanowienie się nad treścią tych słów, wczucie się w sytuację umęczonego Chrystusa.

Przeżywanie Drogi Krzyżowej daje możliwość realistycznego spojrzenia na rzeczywistość, która nie składa się przecież tylko z samych radosnych chwil. Jest w niej miejsce na głębszą refleksję, na przyjrzenie się cierpieniu, traktowanemu nie jako ujemna strona życia, kara za grzechy czy coś bezwartościowego, ale doświadczenie, które może zdziałać więcej dobrego niż łatwe chwile szczęścia.

Droga Krzyżowa to uczłowieczenie cierpienia, ukazanie jego sensu. To także dowód na to, że każde cierpienie jest do pokonania.

Nabożeństwa Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żali mają wyjątkowy charakter. W ciągu całego roku pojęcie śmierci jest jakby na uboczu, staramy się o tym nie myśleć. Wielkopostne nabożeństwa skłaniają mnie do refleksji nad śmiercią, do spojrzenia na nią jako na bramę otwierającą nam drogę do innego życia. To próba zrozumienia
i docenienia poświęcenia Chrystusa, zwrócenie uwagi na nasze słabości i wady, okazja do zmiany swojego życia.

Wielki Post to chyba jedyny okres w roku, kiedy znajdujemy czas na zrobienie rachunku sumienia i rozliczenie dotychczasowego życia.

 

Anioły śniegu

To była moja pierwsza w życiu burza śniegowa. Chociaż widziałam śnieg podczas rzadkich wizyt w tych górach, nigdy przedtem nie widziałam jak pada. A padał jak noc długa. W końcu wszyscy zasnęliśmy. Spałam niezbyt mocno z powodu gwałtownych porywów wiatru, które trochę mnie niepokoiły.

Rano uświadomiliśmy sobie powagę naszej sytuacji. Chata była położona powyżej terenu regularnie oczyszczanego przez pługi śnieżne. Na naszym odizolowanym odcinku drogi padający gęsto śnieg pokrył wszystkie samochody i jezdnię białą kołdrą, piękną, lecz lodowatą.

Nawet my nowicjusze, wiedzieliśmy, że niemożliwe jest oczyszczenie drogi. Mężczyźni przekopali ścieżkę do samochodów i omietli je, lecz byliśmy beznadziejnie daleko, odcięci od drogi. Lękliwie spoglądaliśmy po sobie. A co, jeśli …? Mieliśmy dość żywności na jeszcze jeden posiłek, lecz nie więcej. Myśl o tym, że moglibyśmy zostać zasypani przez śnieg, przeraziła nas.

Byłam jedyną chrześcijanką w naszej grupie. Dlatego zaczęłam się cicho modlić
o Bożą opiekę i o to, by przysłał pług do naszego obozu. Biorąc pod uwagę odosobnienie, spełnienie mojej modlitewnej prośby byłoby naprawdę zdumiewające, lecz nie ustawałam aż do chwili, gdy poczułam spokój, który może dać tylko Bóg.

Pozostali niepokoili się coraz bardziej i zerkali nerwowo na zachmurzone niebo
i nieprzejezdną drogę. Śnieg wciąż padał równomiernie i cicho. Zajęliśmy się oczyszczaniem i pakowaniem rzeczy do odśnieżonych samochodów, którymi mieliśmy nadzieję zjechać w dół. Jakiś czas potem usłyszeliśmy cudowny dźwięk, który wesoło przebijał się w ciszy padającego śniegu. Ciężki pług wtaczał się, sapiąc, na nasze wzgórze. Kierowca powiedział do nas:

– Nigdy wcześniej nie wjeżdżałem tak wysoko, lecz ciągle słyszałem, jak coś
w głowie mówi mi: „Jedź dzisiaj na szczyt”. No i jestem.

Słowo „anioł” oznacza „zwiastun wysłany, by spełnić wolę Boga”. Nigdy nie widziałam anioła, lecz czułam, że kierowca, który przybył do nas na polecenie Boże, jest naszym osobistym śnieżnym aniołem. To Ojciec Niebieski, który widzi wszystko i odpowiada na wszystkie potrzeby z cierpliwością i wielką troską. Kiedy liderki naszego obozu pakowały artykuły kuchenne, jedna z nich zagadnęła mnie:

– Zastanawia mnie, co sprawiło, że kierowca pojechał tak daleko? Uśmiechnęłam się tylko i powiedziałam:

– Modliłam się o to.

Linda Claire Scott

 

7 wskazówek  jak nie zepsuć Adwentu:

  1. Uświadom sobie, na co tak naprawdę czekasz

Dla wielu z nas Boże Narodzenie oznacza: świętowanie, rodzinną atmosferę, wolne od szkoły czy pracy. Ale czy to na to najbardziej czekamy? Adwent ma nas przygotować na przyjście Pana – zarówno na Jego powtórne przyjście na końcu świata, paruzję, jak i na Jego narodzenie. To na Nim powinno się skupić nasze oczekiwanie.

  1. Pomyśl, kto czeka na Ciebie

Okres przedświąteczny zdaje się wyzwalać w ludziach większą otwartość, szczodrość
i chęć pomocy. Pomyśl, komu możesz w tym adwencie coś ofiarować, kto oczekuje Pana Boga i mógłby Go znaleźć w Twojej dobroci.

  1. Roratnie wstawanie to nie wyścig po zaliczenie

Łatwo wpaść w przekonanie, że Adwent będzie ważny tylko z roratami. Roraty to nie konkurs z medalami. Jaka motywacja przyświeca Twojemu porannemu wstawaniu? Im bliższa jest Boga, tym lepiej. Roraty nie mogą być sposobem na udowodnienie sobie i komukolwiek, że jest się lepszym i wytrwalszym.

  1. Nastrój – tak, ale czemu od razu świąteczne piosenki?

Bolączką naszych czasów jest nieumiejętność czekania. W sklepach choinki, bombki i światełka pojawiają się prawie obok zniczy na początku listopada. Adwent może być dla nas lekcją cierpliwego czekania. Ale nie da się tego zrobić, jeśli od początku fundujemy sobie świąteczne – urocze skądinąd – piosenki we wszystkich gatunkach muzycznych. Poczekaj z tym. Zdążysz jeszcze nasłuchać się kolęd i piosenek o Nowonarodzonym.

  1. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę

Przygotowanie Świąt to spore wyzwanie. Kiedy żyjemy w biegu, czas ucieka nam niewiadomo kiedy i nagle robi się 22, 23 grudnia. Spróbuj zrobić, co możesz, wcześniej – szczególnie jeśli chodzi o duchowe porządki czyli spowiedź. Pomoże Ci to zaoszczędzić stres i niepotrzebne nerwy.

  1. Niech przygotowania nie będą ważniejsze od Gościa

W ferworze przygotowań nie zapomnij, że najważniejszy w tym wszystkim jest Pan Bóg. W końcu to jego narodzenie będziemy świętować – nie można zostawiać go na dalszym planie.

  1. Nie nadymaj się tak

Bóg przyszedł na świat jako maleńkie dziecko. Zastanów się, co w adwencie pomoże Ci przygotować się na jak najszczersze przyjęcie Go do swego życia. Pomysłów może być wiele, ale aktywność to nie wszystko, bo „nic się nie mieni, jeśli nic nie zmienisz”. Niech to będzie błogosławiony czas!