Warto przeczytać

 

NOWE ŻYCIE CHRYSTUSA I NASZE

„Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia” (Dz 10,40)

Zmartwychwstanie Pana Jezusa jest potwierdzeniem całej Jego ziemskiej misji. Odpowiedzią Ojca na odrzucenie Go przez ludzi. Bóg do końca umiłował grzesznego człowieka. Nie pozostawił go w stanie, do jakiego doprowadził się on przez własne grzechy.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest podstawą wiary w nasze zmartwychwstanie. Jednak by je osiągnąć, trzeba przyjąć wiarę w Jego zbawcze dzieło. Świadczą o nim uczestnicy wydarzeń. Najbliżsi uczniowie, którzy swoje zadanie przekazali następcom.

Jesteśmy wdzięczni Bogu, że dotarła do nas Dobra Nowina. Że przez chrzest zostaliśmy włączeni w Chrystusowe odkupienie. W tym sakramencie przeżyliśmy głęboką odnowę wewnętrzną. Pozostały jednak następstwa grzechu, słabość rozumu i woli. Dlatego ważna jest wytrwała, konsekwentna praca nad sobą. Troska, by wprowadzać w życie naukę Chrystusa. Dzielić się z innymi radością z odkupienia, które przyszło przez Krzyż. Chrystus kiedyś przyjdzie jako Sędzia żywych i umarłych. Żyjemy prawdziwie, jeśli wiara jest podstawą naszego życia. Jeśli dążymy stale do tego, co w górze. Tam jest nasz Zbawiciel. On wskazuje nam drogę. Sam jest Drogą do domu Ojca. Odrzućmy wszelkie pozostałości grzechu. Wzrastajmy w prawdzie i czystości. Starajmy się coraz lepiej rozumieć Pisma. One uczą o Zbawicielu. Pokazują, jak żyć, by się z Nim zjednoczyć. Naśladujmy gorliwość Marii Magdaleny i dwóch uczniów. Odczytujmy właściwie znaki, które Chrystus nam daje. Ufajmy posłudze Piotra. Razem z nim przekazujmy Dobrą Nowinę słowem i życiem.

Tomasz Dąbek, benedyktyn

 

 

ZBAWIENIE PRZEZ CIERPIENIE

„Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24).

Bóg wychodzi naprzeciw słabemu człowiekowi. Zapowiada Izraelitom Nowe Przymierze. W nim Jego prawo stanie się wewnętrzną częścią człowieka. Każdy będzie pragnął je zachować. Ta wewnętrzna przemiana to dzieło Ducha Świętego. Zesłał Go Chrystus mocą swej Męki i Zmartwychwstania. Trzeba prosić o nowe serce. O wrażliwość na Boże słowo. O siłę, by je coraz lepiej rozumieć i wprowadzać w życie. Obyśmy byli coraz lepszymi uczniami Chrystusa. On jako człowiek odczuwał lęk przed śmiercią. Prosił Ojca o życie. Został wysłuchany. Nie przez ocalenie od krzyżowej śmierci, lecz przez zmartwychwstanie. Nowe życie dla siebie i dla nas wszystkich. Cierpienie było dla Niego środkiem, by nauczyć się posłuszeństwa. Jako człowiek zadośćuczynił za nasze nieposłuszeństwo. Przyjął nasz los do końca, z wyjątkiem grzechu. Dlatego przyniósł zbawienie. Trzeba jednak Go słuchać. Ewangelia mówi, że chcieli Go zobaczyć Grecy. Cudzoziemcy zainteresowani religią Izraela lub Żydzi mieszkający poza Palestyną. Dziś wielu nie chce Go znać. Odrzucają korzenie kultury, w której wyrośli. On przez swoje cierpienie daje życie wielu. Wywyższony na krzyżu przyciąga do siebie. Ojciec potwierdza Jego misję.

Każdy jednak musi dobrowolnie Go przyjąć. Jak święty Józef. On przyjął Matkę i Dziecko. Otaczał Ich troskliwą opieką. Szanujmy każde ludzkie życie. Syn Boży przyjął ludzkie życie. Utożsamia się z każdym. Zwłaszcza z cierpiącym. Potrzebującym pomocy i opieki. Z nienarodzonym w łonie matki. Z chorym, starszym samotnym, odrzuconym przez bliskich. Czeka na naszą pomoc.

Tomasz Dąbek, benedyktyn

 

 

Wchodzi katolik do ulubionego baru, ale jest Wielki Post. I co teraz?

To prawdopodobnie najbardziej nieodpowiedni dowcip na okres Wielkiego Postu. Ale paradoksalnie może przekona nas do mądrego i wytrwałego poszczenia?

Wchodzi katolik do baru i zamawia od razu trzy piwa. Siada w kącie lokalu i jedno po drugim wypija. Gdy kończy, zamawia kolejne trzy. Wtedy odzywa się barman: „Nie lepiej zamawiać po jednym? Wtedy ma pan piwo świeże i z pianką”.

Na to klient odpowiada: „Wie pan, mam dwóch braci. Jeden jest teraz w USA, drugi w Australii. Gdy rozjeżdżaliśmy się z rodzinnego domu, obiecaliśmy sobie, że zawsze będziemy pić po trzy piwa naraz, żeby uczcić te czasy, kiedy bywaliśmy w barze wszyscy razem”. Barman wysłuchuje tego z uwagą i przyznaje, że to ładny zwyczaj.

Klient staje się stałym bywalcem tego baru. Inni bywalcy szybko poznają jego historię i nie dziwią się, że zamawia zawsze po trzy piwa na raz.

Ale pewnego razu przychodzi i niespodziewanie zamawia tylko dwa piwa. Wszyscy znajomi oczywiście to zauważają i przyciszonymi głosami spekulują, co mogło się wydarzyć, że nagle zmienił zwyczaj. Czyżby coś przytrafiło się jednemu z braci?

Gdy klient zamawia drugą kolejkę, znowu prosząc tylko o dwa piwa, barman nie wytrzymuje i mówi: „Nie chcę zakłócać pana smutku, ale proszę przyjąć moje szczere kondolencje z powodu tak przykrej straty”.

Ten patrzy przez chwilę na barmana zaskoczony i w końcu odpowiada: „A nie, nie. Wszyscy mają się dobrze. Widzi pan, chodzi o to, że na czas Wielkiego Postu postanowiłem odstawić piwo na bok”.

 

BŁOGOSŁAWIONE PORZĄDKI

Budynek kościoła nazywany jest świątynią, czyli miejscem oddawania czci Bogu. Istnieje także świątynia ciała – szczególne, osobiste sanktuarium. Kto w nim mieszka?

Znany jest nam fragment Ewangelii, w którym „Jezus sporządziwszy sobie bicz ze sznurków”, „porządkuje” świątynię jerozolimską. Obecność w takim miejscu bankierów, baranków, wołów i gołębi jest nie do przyjęcia. Może budzić zgorszenie. Troska o zewnętrzny ład w kościele jest sprawą istotną, jednak znacznie ważniejszy jest pokój i czystość świątyni serca, harmonia uczuć i myśli. Dla wielu osób stanowi to problem, stąd niekończące się kolejki do psychoterapeutów. Nie zawsze konieczna jest pomoc fachowców, choć również nimi posługuje się Pan. Warto najpierw swe troski powierzyć Bogu i otworzyć się na uzdrawiające działanie Jego łaski. Warto zaprosić Go do uczestnictwa w każdej dziedzinie życia. Bywa, że nasze wnętrze pełne jest niepotrzebnych rzeczy. Nieuporządkowane, zaśmiecone, chaotyczne… Trudno więc się dziwić, że nie czujemy się szczęśliwi, lecz przygnębieni i smutni. Gdy Pan przychodzi do świątyni serca pogrążonej w nieładzie, ale oczekującej Jego pomocy, zaczyna porządkować. Usuwa to, co zbędne, przywracając piękno dane nam w sakramencie chrztu świętego. Nierzadko łączy się to z bólem, lecz błogosławionym. Najwyższy wie, „co się kryje w człowieku”, i potrafi zaradzić każdej biedzie. Nie lękajmy się uczynić Go Panem naszego życia! Otwórzmy mieszkanie serca, gdzie będzie królował, czyniąc nas szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi.

Ludwika Synkowicz, bernardynka