Warto przeczytać

 

DROGI LUDZKIE I BOŻE…

Kto się nawraca i przyjmuje postawę Jana, jest przygotowany na spotkanie Pana przychodzącego na ziemię.

Tak było w przypadku pewnego biznesmena, który pracował po kilkanaście godzin dziennie, zabiegając o rozwój swojej firmy. Nagle zaczął pytać się, jaki to ma sens i po co tyle wysiłku. Pojawiło się zmęczenie ciągłą gonitwą za tym, by pomnażać kapitał i pracownikom zapewnić godziwe wynagrodzenie. Przedsiębiorca doszedł do wniosku, że sam odpoczynek nie wystarczy i że musi coś zmienić. Najpierw więc przygląda się sobie, aby zobaczyć, co jest dla niego ważne i czym się kieruje. Wtedy odkrywa, że w głębi duszy pragnie innego życia. Wśród jego znajomych są ludzie, którzy imponują mu spokojem i dobrocią. Idzie za ich radą. Przerywa tę swoją nieustanną bieganinę, zostawia wszystko i udaje się na rekolekcje. Odtąd zaczyna regularnie modlić się, uczestniczyć w Eucharystii, adorować Najświętszy Sakrament i czytać Pismo Święte. Nareszcie czuje się szczęśliwy. A dlaczego? Bo spotkał Boga i stale przebywa w Jego obecności.

Podobnie dzieje się, gdy ktoś koncentruje się na gromadzeniu rzeczy materialnych i chce wzbogacić się za wszelką cenę. Nagle taki człowiek odkrywa, że choć zdobył już bardzo wiele, to jednak nie ma niczego, dla czego warto byłoby żyć.

Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! To słowa skierowane dzisiaj do każdego z nas. Usuńmy zatem z naszego życia to, co tarasuje drogi prowadzące do naszych serc, by Bóg mógł nam objawić swoją chwałę i moc! Nie pogrążajmy się w pustce! Nie podsycajmy egoizmu i nie gońmy szaleńczo za rzeczami materialnymi! Niech nasze myśli i serca zwrócą się ku Bogu, który pragnie zamieszkać pośród nas i obdarzyć nas szczęściem!

 

ZASIEKI I DRUTY KOLCZASTE

Jak dobrze przeżyć kolejny, drugi tydzień Adwentu? Jak dobrze przygotować się do tego, co nazywamy przyjściem Pana?

Dzisiaj słyszymy w czytaniach nawoływania do prostowania ścieżek, urwiska mają się stać równiną, a strome zbocza niziną. Chodzi więc o to, by umożliwić czyjś przyjazd i czyjeś zbliżenie do nas. To sam Pan Bóg mówi o sobie, że chce do nas przyjść, a napotyka wyrwy, urwiska, strome zbocza, po których nie może się do nas dostać.

Powiemy: ależ dla Boga ja jestem zawsze otwarty! No tak, ale ten Bóg jakoś lubi zbliżać się do nas w drugim człowieku. Tak przyszedł do nas dosłownie – w Chrystusie, tak sam Chrystus obiecał przychodzić wiele razy. Co On jednak widzi w nas? Niby tę „pełną otwartość” na Boga oraz nowe mury, zasieki, druty kolczaste, które bronią do nas dostępu drugiemu człowiekowi. A w tym tygodniu, 10 grudnia – będzie Dzień modlitw w intencji Kościoła na Wschodzie, zbiórka pieniężna do puszek na potrzeby tegoż Kościoła. Z kolei 13 grudnia to Dzień Modlitwy za Ofiary Stanu Wojennego. Potrzebujący ze Wschodu i zmarli oraz poszkodowani przez stan wojenny – czy mają do nas dostęp, do naszej dobroci, do naszych modlitw? Jeśli nie, to prostujmy ścieżki dla nich, zróbmy coś drobnego, by Bóg w drugim, bardzo konkretnym człowieku miał dostęp do naszego serca.

Może wyjść na to, że okazując miłosierdzie – czy to potrzebującemu Kościołowi na Wschodzie, czy pamiętając o ofiarach stanu wojennego, usłyszymy kiedyś od samego Jezusa: to ja byłem, to było właśnie moje „przyjście”, o którym przypominał ci Kościół w Adwencie.

Adam Rybicki