Warto przeczytać

 

REFLEKSJA

Jeden z wybitnych współczesnych teologów, rozpoczynając wykład z eschatologii, która jest teologicznym namysłem nad ostatecznym przeznaczeniem człowieka, wypowiedział na pozór oczywiste, a jednak szokujące zdanie: „Doświadczenie uczy nas, że umierają zawsze inni. My ciągle żyjemy”. I taka jest prawda. My ciągle żyjemy, choć wokół ludzie umierają szerokim strumieniem: ze starości, w wypadkach, na wojnie, w domach i szpitalach, w górach i na morzu. Każde miejsce tej ziemi może być potencjalnym miejscem naszego zgonu. I każda godzina, każda minuta, każda chwila może być dla nas ostatnią, Doskonale to rozumiemy, ale mało kiedy o tym myślimy. Przecież umierają inni. My ciągle żyjemy. Sytuacja dość radykalnie się zmienia, gdy umiera ktoś bardzo nam bliski: przyjaciel, brat, ojciec, matka, dziecko. Bo gdy ktoś bliski umiera, to trochę tak, jakby się samemu umierało. Umierający bowiem zabierają ze sobą cząstkę nas samych, a zwłaszcza nasze nadzieje. Doskonale więc rozumiemy dramat Jaira, przełożonego synagogi. Nie dziwimy się, że prosił Chrystusa tak usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Dopóki żyła ta dziewczynka, z nią właśnie, i może tylko z nią związane były nadzieje ojca. Ale też właśnie dlatego z nią razem zaczęły umierać.

W życiu ludzkim jednak koniec nadziei jednej staje się początkiem nadziei drugiej. Do tego ostatecznie sprowadza się proces „wiązania nadziei” – powiedziałby ksiądz Józef Tischner. Gdy umierają nadzieje pokładane w ludziach (a umierają najpóźniej w związku ze śmiercią tych ludzi), człowiek zaczyna szukać zakotwiczenia dla swoich nadziei w Bogu. Staje się to jednak możliwe tylko w przestrzeni wiary.

Świadomość nieuchronności śmierci połączona ze świadomością, że Bóg stworzył nas „dla nie śmiertelności”, że stworzył wszystko „aby było”, zmusza nas do poważnego traktowania życia i równie poważnego traktowania Pana Boga. „Nie bójcie się śmierci! Bójcie się, aby nie przegapić życia” – mówi główny bohater „Nędzników” Wiktora Hugo. A Chrystus – mając to samo na myśli – mówi: „Nie bój się, tylko wierz”.

Antoni Dunajski

 

PASTERZ – OJCIEC TO SKARB

Mimo iż wyraźnie wszędzie w Piśmie świętym widzimy jasne przesłanie o równej godności i wartości każdego człowieka, to jednak wciąż Bóg wybiera kogoś, aby przewodził innym.

Mamy w Starym Testamencie wybranych przez Boga sędziów, proroków, królów, w Nowym Testamencie zaś apostołów – pasterzy stada. Widzimy to w dzisiejszej Ewangelii: niektórzy są wybrani przez Jezusa, by prowadzić innych, by im przewodzić, wcale nie dlatego, że są lepsi. Jezus robi to dla ludzi dlatego, że „zlitował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza”, bo przecież dobry pasterz, tak jak dobry ojciec, to wielka potrzeba, to wielki skarb! Jezus wybiera pasterzy nie z powodu taniej litości, lecz dlatego, że wie, jak wielka to potrzeba, jak wielkie to dobro! Jezus wybiera ich nie według jakichś naszych ludzkich kryteriów, lecz zupełnie według tylko sobie znanego klucza. Pan jest tu bardzo suwerenny, wolny, przy tym stawia wybranym mężczyznom zadanie, o którym wie, że ich przerasta. Warto sobie o tym przypomnieć dzisiaj, w Dzień Ojca, bo właśnie dzięki nim – ojcom, możemy być dobrze prowadzeni. Zarówno dzięki tym ojcom naturalnym jak i tym, którzy swoją ojcowską miłość okazują nam poprzez różne duchowe posługi. 

Niech dzisiaj nabiorą odwagi wszyscy młodzi mężczyźni, których Bóg wybiera do ojcostwa, do przewodnictwa, do pasterzowania. Nie mówmy, że jesteśmy niegodni, że „są lepsi”. Ten coraz bardziej chaotyczny świat coraz bardziej potrzebuje mądrych ojców, i tych naturalnych i tych duchowych. Pamiętajmy w modlitwie o wszystkich ojcach, którzy zrodzili nas dla Boga i do niego prowadzili.

Adam Rybicki

 

NOWE ŻYCIE CHRYSTUSA I NASZE

„Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia” (Dz 10,40)

Zmartwychwstanie Pana Jezusa jest potwierdzeniem całej Jego ziemskiej misji. Odpowiedzią Ojca na odrzucenie Go przez ludzi. Bóg do końca umiłował grzesznego człowieka. Nie pozostawił go w stanie, do jakiego doprowadził się on przez własne grzechy.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest podstawą wiary w nasze zmartwychwstanie. Jednak by je osiągnąć, trzeba przyjąć wiarę w Jego zbawcze dzieło. Świadczą o nim uczestnicy wydarzeń. Najbliżsi uczniowie, którzy swoje zadanie przekazali następcom.

Jesteśmy wdzięczni Bogu, że dotarła do nas Dobra Nowina. Że przez chrzest zostaliśmy włączeni w Chrystusowe odkupienie. W tym sakramencie przeżyliśmy głęboką odnowę wewnętrzną. Pozostały jednak następstwa grzechu, słabość rozumu i woli. Dlatego ważna jest wytrwała, konsekwentna praca nad sobą. Troska, by wprowadzać w życie naukę Chrystusa. Dzielić się z innymi radością z odkupienia, które przyszło przez Krzyż. Chrystus kiedyś przyjdzie jako Sędzia żywych i umarłych. Żyjemy prawdziwie, jeśli wiara jest podstawą naszego życia. Jeśli dążymy stale do tego, co w górze. Tam jest nasz Zbawiciel. On wskazuje nam drogę. Sam jest Drogą do domu Ojca. Odrzućmy wszelkie pozostałości grzechu. Wzrastajmy w prawdzie i czystości. Starajmy się coraz lepiej rozumieć Pisma. One uczą o Zbawicielu. Pokazują, jak żyć, by się z Nim zjednoczyć. Naśladujmy gorliwość Marii Magdaleny i dwóch uczniów. Odczytujmy właściwie znaki, które Chrystus nam daje. Ufajmy posłudze Piotra. Razem z nim przekazujmy Dobrą Nowinę słowem i życiem.

Tomasz Dąbek, benedyktyn